niedziela, 25 października 2015

Przywrócić smak !

Pokolenie  JP II. Tak nas nazwano…
     Dzieci z czasów upadku komuny, które wystawały w  kolejkach po chleb. To właśnie my ! 40-sto latkowie, próbujący nauczyć własne dzieci  życia, ale czy sami potrafimy mądrze wybierać ? 
        Dorastaliśmy w czasach kiedy to sklepów było mało, a w nich były głównie „Panie Sklepowe”,  królowe tego przybytku, co to krzątając  się między pustymi półkami dzieliły i rządziły ile komu można sprzedać kawy, chleba, cukru, kiełbasy… i to byłoby na tyle. A przepraszam, jeszcze podobno ocet był, ale ja nie pamiętam, moja uwaga skupiała się na tym, żeby mnie z kolejki nie wypchnięto. Kiedy to opowiadamy dzieciom, to nie wierzą ! Nie chcą uwierzyć, że w tamtych czasach rodzic posyłając swą pociechę do sklepu, miał gwarancję, że za resztę nie kupi choćby i maleńkiej paczuszki chipsów, gumy do żucia, że o słodkich napojach, cukierkach i batonach nie wspomnę. 
        Teraz zaczynam sobie uświadamiać, że brak towaru w sklepach sprzyjał naszemu zdrowiu. Jako dzieci byliśmy szczupli ! Na klasę dwudziestoosobową przypadał tylko jeden gruby, zwykle ten, co w kolejce nie musiał stać, bo tata kucharzył w stołówce przyzakładowej.  Kuchnia była wtedy prosta, a właściwie „zdobyczna”, mamy i babcie musiały wykazać się kreatywnością, przecież nigdy nie wiedziały co do sklepu "rzucą”.  A  „rzucali” raczej w mieście, bo na wsi towar nawet  z zaplecza nie wychodził, dlatego trzeba było mieć dwa worki mąki (pszenną i żytnią) na strychu, pół piwnicy ziemniaków, porządny zapas przetworów, no i świnię w chlewiku.
         Dzieci w domu trudno było znaleźć, mało kto miał w domu telewizor, zresztą i tak poza „ Telerankiem” nadawanym w wakacje, nie było nic dla nas do obejrzenia. Latem  dzieciaki krążyły po okolicy objadając papierówki i gruszki prosto z drzewa, marchewki wycierane o bluzkę, pszenicę prosto z kłosa, a i jagody prosto z krzaka. Co odważniejsi pili nawet wodę z rzeki ! Zimą z okolicznych górek wracała dzieciarnia z rękawiczkami przymarzniętymi do rąk,  gilami co się nie mieściły na rękawach oraz zamarzniętych na kość skarpetkach. Jak to możliwe, że my żyjemy… ?!
        Niestety nasza historia potoczyła się smutnym torem. Nastały lepsze czasy ! W sklepach jest wszystko. A my się tym zachłysnęliśmy. Ze szczęściem w oczach, przeglądamy gazetki promocyjne w poszukiwaniu okazji, by potem taszczyć do domu ciężkie siaty pełne spulchniaczy, wypełniaczy, cukru, konserwantów, sztucznych dodatków smakowych, syropów glukozowo-fruktozowych i innych przetworzonych na wskroś śmieciowych produktów niespożywczych.  A kiedy już to wszystko zjemy, to rejestrujemy się do poradni, w których pracują „lodzy”  ( gastrolodzy, kardiolodzy, laryngolodzy). A tam... otrzymujemy termin za pół roku i jedząc sobie w najlepsze czekamy, aż „log” przepisze jakąś tabletkę. Ile my tak pożyjemy… ?
            Na szczęście, jeszcze pamiętamy tamte smaki i zapachy, zatem jest dla nas ratunek !  Trzeba tylko się wysilić, wymieniać pomysłami, wzajemnie inspirować,  żeby i nasze dzieci miały szansę poznać prawdziwie  jedzenie i się w nim rozsmakować ! Życzę wam i sobie wytrwałości !


piątek, 16 października 2015

Fasolowa - zupa nie tylko dla odważnych ;)



Kiedyś na zimę dwa worki fasoli szykowano. Teraz tylko wegetarianie często jadają strączki, tylko oni się nie boją...  A tu nie ma się czego bać...  trzeba jedynie pamiętać, żeby w dniu grochowym nie jeść słodyczy i nabiału, a wszystko będzie dobrze. A im mniej różności do gara wrzucimy, tym łatwiej będzie to przez organy przepuścić ;) Oto przepis na prostą, bezglutenową przecież, fasolową.


Potrzebujemy:

  • 1/2 kg fasoli suchej Jaś Tyczny
  • 1 marchewkę
  • 1 pietruszkę
  • kawałek selera
  • 1 małą cebulę
  • odrobina tłuszczu do smażenia
  • kabanos naturalny bez wszystkiego co niepotrzebne (glutaminianu, fosforanów, konserwantów i tego co mięsem i tłuszczem nie jest)
  • sól, majeranek (1 łyżeczka)
  • makaron np bezglutenowe nitki


Fasolę płuczemy, zalewamy wodą (lepiej więcej niż mniej) i zostawiamy na noc. Rano zaczynamy gotować w tej samej wodzie, w której się moczyła. Jeśli mamy dobre garnki z grubym dnem,a śpieszymy się do pracy, można pogotować ją pół godziny na wolnym ogniu i wyłączyć. Po powrocie będziemy już wpół drogi (fasola w gorącej wodzie jeszcze zmięknie). Kiedy jest prawie miękka, solimy,dodajemy starte warzywa, pokrojony kabanos i podsmażoną na odrobinie oleju cebulę. Do tego garść makaronu i majeranek, gotujemy jeszcze chwilę.  Jeśli lubimy zupę lekko zawiesistą, to bierzemy w dłoń ugniataczkę do ziemniaków i kilka razy tupnijmy w garnku. To wszystko ! Smacznego !

czwartek, 15 października 2015

Niezbędnik śniadaniowy czyli kasza jaglana na kilka sposobów


Kaszę jaglaną jeść trzeba ! Toż to królowa kasz ! Tyle, że przy pierwszym poznaniu, nie każdy się w niej zakocha i tak było ze mną. Jednak kiedy wstaję rano z myślą "co ja im dam na śniadanie" spokojnie sięgam po kaszę, teraz to jedno z moich ulubionych śniadań. Gotowana na sypko z musem truskawkowo-bananowym - pycha ! Polana jogurtem naturalnym lub serkiem "Bieluchem", miodem i owocami - czemu nie ! A i najprostsza wersja z jabłkiem i cynamonem zupełnie wystarczy.








Kasza jaglana z jabłkiem i cynamonem

Składnik dla 2 osób:

  • 1 filiżanka kaszy jaglanej
  • 1 filiżanka wody
  • jedno jabłko
  • szczypta cynamonu, ja lubię nawet dwie szczypty
  • może odrobinę miodu, dla miłośników słodszego niż słodki ?

Kaszę płuczemy pod bieżącą wodą, wrzucamy do garnka, wlewamy wodę i na piec. Do tego dorzucamy utarte lub pokrojone jabłko i cynamon. Całość mieszamy, przykrywamy pokrywką i już w niej nie grzebiemy (mieszanie powoduje, że kasza robi się papkowata). Kiedy woda odparuje, zaczną się pojawiać charakterystyczne dziurki  "kratery" wtedy - wyłączamy palnik i zostawiamy nasze śniadanie na chwilę, zajmując się porannymi przygotowaniami. Kasza dojdzie pod parą.


Różne rzeczy z kaszą ludzie robią (prażą, gotują raz i wylewają wodę) by pozbyć się goryczki, która może i jest, ale zupełnie nie przeszkadza. Ja kupuję kaszę ekologiczną przepłukuję ją wodą i nastawiam do gotowania. Jeśli ktoś nie lubi mierzyć i ważyć, może zastosować metodę: jeśli centymetr kaszy w garnku, to centymetr wody nad nią.



Kasza jaglana z musem truskawkowo-bananowym






Potrzebujemy:
  • 1/2 szkl. kaszy
  • 1-2 łyżki kokosu
  • 1/2 szkl. truskawek (mogą być mrożone)
  • 1 bardzo dojrzały banan
  • 1 łyżeczka miodu
  • jogurt naturalny lub śmietana

Kaszę gotujemy jak w poprzednim przepisie pod koniec dorzucamy kokos. Truskawki i banan miksujemy  z miodem (odkładamy kilka do dekoracji). Gorącą kaszę polewamy musem i dekorujemy śmietaną lub jogurtem. Pycha !

środa, 14 października 2015

Zupa z czerwonej soczewicy z prażonym sezamem


Soczewicy zachwalać chyba nie trzeba. Bardzo dobrej jakości białko, kwas foliowy, potas. Czarna czy zielona świetnie smakuje w sałatkach i wegetariańskich gulaszach, ale  jak podać ją dzieciom ? To proste ! Szybka, smaczna i zdrowa ZUPA z czerwonej soczewicy... a w niej przemycić można sezam.



Potrzebujemy:
  • szklankę soczewicy czerwonej
  • jedną marchewka
  • jedną pietruszka
  • kawałek selera
  • sezam (może być podprażony delikatnie na wolnym ogniu, na suchej patelni)
  • świeże masło
  • natkę pietruszki
  • sól, pieprz, majeranek
Jako dodatek świetnie się sprawdzi drobny makaron np bezglutenowe nitki lub spaghetti.

Soczewicę płuczemy, zalewamy wodą (na początek 3 szkl, (konsystencję dopasujemy do swoich upodobań pod koniec) i na piec. Dodajemy starte warzywa, gotujemy 10-15 min. Kiedy soczewica jest już miękka, miksujemy, przyprawiamy do smaku solą, pieprzem, majerankiem i sezamem ew. podlewamy wodą. Okraszamy masłem i natką pietruszki.





Zamiast pierogów z jagodami - makaron !

Jesienią czas wydobyć z zamrażarki jagody i ucieszyć dzieci „prawie pierogami”. Jeśli użyjesz bezglutenowego drobnego makaronu,też będzie smacznie.


Potrzebujemy:
  • Szklanki jagód mrożonych 
  • 2 łyżki miodu 
  • Drobny makaron bezglutenowy np. małe muszelki lub inny 
  • Jogurt naturalny małe opakowanie 
  • 2 łyżki śmietany 




  1. Gotujemy makaron wg przepisu producenta.
  2. Jagody podlewamy odrobiną wody, doprowadzamy do wrzenia. Gdy lekko przestygną dodajemy łyżkę miodu.
  3. Z jogurtu, śmietany i reszty miodu robimy sos do polania naszego makaronu.
  4. Układamy makaron i jagody, polewamy sosem, jemy...




wtorek, 13 października 2015

Najsmaczniejsze masło orzechowe



Dobrego masła orzechowego w sklepie brak ! Wszędzie niepotrzebne dodatki (cukier, tłuszcz palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy i co tam jeszcze uda się wepchnąć, a nie ucieknie…) Chcesz zjeść najlepsze ? To sobie zrób ! Przepis jest prosty, a smak o niebo lepszy od sklepowych wynalazków.



Potrzebujemy:
  • 200 g orzechów ziemnych prażonych nie solonych
  • łyżkę oleju kokosowego
  • łyżeczkę jasnego miodu (wielokwiatowy, lipowy, rzepakowy, akacjowy)
  •  szczyptę soli do smaku

Orzechy prażone bez soli wystarczy wrzucić do blendera dodać miód, olej kokosowy i mleć, aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Jeśli nie mamy blendera kielichowego, można użyć babcinej maszynki do mielenia orzechów, a potem miksera z przystawką do miksowania zup. Następnie próbujemy oderwać rodzinę od słoika albo od razu robimy podwójną porcję ;)

Delikatny krem z dyni


Tą zupę trzeba ugotować kilka razy, żeby polubić i docenić. Nie piekę dyni na zupę, szkoda mi witamin, a wam ? 

Potrzebujemy: 
  • Połowę niedużej dyni (najbardziej smakuje mi dynia Bambino , jest mniej słodka niż popularna Hokkaido, i bardziej pomarańczowa niż Dynia Olbrzymia) 
  • Jedną marchewkę 
  • Jedną pietruszkę 
  • Pół papryki czerwonej 
  • Jednego ziemniaka 
  • Łyżkę masła 
  • Przyprawy (sól, pieprz, paprykę ostrą-odrobinę) 
  • Kromki chleba do podpieczenia lub grzanki 
  • Blender 


Dynię myjemy i obieramy ze skóry, wydrążamy miąższ , kroimy na małe kawałki i wrzucamy do garnka. Podlewamy tyle wody aby sięgała tylko do połowy wysokości dyni w garnku. Dodajemy pokrojonego ziemniaka , paprykę i starte na tarce warzywa. Gotujemy 10-15min. Gdy dynia już jest miękka miksujemy ją i przyprawiamy do smaku. Dodajemy masło. Świetnie pasują do niej grzanki lub kromki chleba podpieczone w piekarniku posmarowane masłem).


Zdobyte pestki, płuczemy pod zimną wodą, odsączamy, rozsypujemy na ściereczce i wykładamy na słoneczny parapet. Wysuszone zachowają więcej cennych składników (magnezu, cynku, manganu, fosforu) niż te łuskane ze sklepu. Pamiętajmy jednak aby suszyć je do momentu, gdy po rozłupaniu, zielona otoczka (to ona zawiera cenne związki siarki) pozostanie na pestce, a nie w łupince co zajmuje ok 2 tyg.